ROZDZIAŁ 1
Nazywam się Amelia Gonzales i jestem
wampirem. Jest to najgorsza rzecz, jaka mi się przytrafiła – nie stało się to
jednak ot tak sobie. Koniec końców moja historia została spisana na papier i
myślę sobie – może kiedyś kogoś zaciekawi ten zlepek historii. Może…
Pamiętnik Amelii Gonzales, 10
lipca
Nie wiem, jak zaczyna się pisanie w
pamiętniku. Drogi pamiętniku wydaje
mi się zbyt błahe, mimo to nie mam żadnego pomysłu na nic innego.
Dzisiaj dziesiąty lipca – moje urodziny, tak
więc sprawiłam sobie prezent w postaci tego oto zeszytu. Pomysł na jego
założenie nie ma żadnej skomplikowanej historii, ani nikt mi go nie
podpowiedział, ani nie rozmyślałam nad tym wiekami. Po prostu – ot tak sobie,
kiedy pewnego razu ścierałam kurz z szafki nocnej stojącej pomiędzy łóżkiem a
regałem z kilkoma mocno zniszczonymi pozycjami, pomyślałam, że ciekawie byłoby
coś takiego mieć. Kiedy skończyłam, poszłam do swojego malutkiego pokoju i zza
skrzypiącego łóżka wyciągnęłam pudełko po butach, do którego odkładałam swoje
oszczędności. Mieściło się w nim sporo pieniędzy, które odkładałam przez
ostatnie dziesięć lat – z moich wyliczeń wynikało, że kiedy odkładałam dolara
tygodniowo, teraz powinno być w nim pięćset dwadzieścia dolarów. Pierwszy raz
coś z niego wyciągnęłam, co zapisałam sobie w jakimś starym brudnopisie. Nie
miałam ochoty po kolei tego wszystkiego przeliczać. Wyszłam, kupiłam i
wróciłam. Taka i oto historia zdobycia tego dziennika.
Wracam jednak do dnia dzisiejszego. Mama
uważa, że moje szesnaste urodziny to powód, żeby zorganizować chociażby
niewielkie, kameralne przyjęcie. Nie rozumiem, po co mama to robi. Bardzo
dobrze wiem, że w domu się nie przelewa i już dawno zdążyłam poczuć smak
ubóstwa. Mimo to ona się uparła, jakby nie było na co wydawać pieniędzy. Kiedy
moja rodzicielka życzy mi „spełnienia marzeń”, to myślę sobie „przecież
mogłabyś je spełnić nie robiąc tego całego przedstawienia”. Mama chyba nawet
już się domyśliła, o czym myślę i teraz gdy spoglądam na nią wymownie, ona
wykrzywia twarz w tym swoim uśmiechu mówiącym „daj mi się tym nacieszyć”. Wtedy
zazwyczaj miękłam i pozwalałam mamie cieszyć się tym wszystkim. Chociaż tym
sprawię jej radość.
Tak sobie myślę… właściwie mama to nie ma co
na mnie narzekać. Zachowuję się dosyć poprawnie, uczę się dobrze… mamie jednak
zawsze jest to za mało. Nie wdaję się w kłótnie z moimi rówieśnikami, nawet nie
zażywam żadnych używek. Ona jednak nie widzi plusów – zawsze tylko minusy.
Kiedy znalazłam sobie przyjaciela, który ani się ze mnie nie wyśmiewa, ani nic.
Jest normalny. Jej oczywiście on przeszkadza, czy też raczej – jego nazwisko.
Dorian, bo tak on ma na imię, pochodzi z przestępczej rodziny. Jego rodzice,
wujowie, kuzyni – oni wszyscy zajmowali się działalnością przestępczą, od
bójek, przez narkotyki, na morderstwach kończąc. Chyba każdy z ich rodziny, kto
jest pełnoletni, ma już za sobą odsiadkę w więzieniu – albo teraz ją odbywa.
Dorian jednak odciął się od swojej rodziny, teraz mieszka u pewnego mężczyzny w
podeszłym wieku, który prowadzi ekskluzywną restaurację. W zamian za dach nad
głową Dorian około cztery, pięć godzin dziennie tam pracuje. Mama jednak nadal
nie potrafi zrozumieć, że Dorian nie jest tym
Dareveele’em. Jest po prostu Dorianem Dareveele’em.
Moją jedyną koleżanką, którą toleruje mama,
jest Jasmine Hooper-Snell. Właściwie Jass jest naprawdę irytującą i denerwującą
dziewczyną. Odzywa się wtedy, kiedy nie powinna, a przestaje mówić, kiedy tego
potrzebuję. Mimo to naprawdę ją lubię – nawet tacy irytujący ludzie jak Jass są
potrzebni światu. A mama… mama toleruje ją chyba także tylko za nazwisko.
Rodzinny dom Amelii, 10 lipca
– Amelio, możesz przyjść. – Dziewczyna usłyszała wołanie zza drzwi. Rzuciła skórzany zeszyt na łóżko i wyszła do niewielkiego pomieszczenia odgrywającego rolę salonu. Ściany, które kiedyś były w kolorze moreli, teraz okrywała łuszcząca się farba. Państwa Gonzales, co tu dużo ukrywać, nie było stać na wyremontowanie domu.
– Wszystkiego najlepszego! – krzyknęła trójka ludzi znajdujących się w pomieszczeniu – mama i tata Amelii oraz jej najlepsza koleżanka – Jasmine.
– Wszystkiego najlepszego, Amy. – Jass rzuciła się jej na szyję.
– Tylko nie Amy – mruknęła pod nosem Amelia, która i tak wiedziała, że to nic nie zdziała – jeśli Jass się uparła, to nie ma przeproś.
– Dużo zdrowia, szczęścia, książek, pieniędzy – zaczęła wymieniać Jass nie zwracając uwagi na poprzednie słowa Amelii – dobrych dni, dobrych ocen, dobrego humoru, jeszcze trochę zdrowia, fajnego domu w przyszłości, dużej rodzinki, kochającego męża, wspaniałego życia, najlepiej bez problemów. – Jasmine dopiero się rozkręcała.
Amelia wolała ją uciszyć, zanim wymyśli jakieś głupoty.
– Dobra, dobra, starczy mi tego wszystkiego. – Odsunęła się od niej. – Rozumiem, że życzysz mi wszystkiego, co najlepsze, nie musisz tego wymieniać z osobna.
Jass uśmiechnęła się przepraszająco, jednak po chwili znowu wybuchła entuzjazmem.
– Ach, mam jeszcze dla ciebie taki malutki prezencik! – pisnęła. – Mam nadzieję, że ci się spodoba. – Podała Amelii niewielką srebrną torebkę z podarkiem. – No już, wyciągnij – ponagliła ją, kiedy zauważyła w jej oczach niepewność.
Amelia włożyła rękę do torebki i poczuła w niej jakiś łańcuszek. Z zaciekawieniem wyciągnęła prezent, którym okazała się srebrna bransoletka z plakietką, na której było wyrzeźbione jej imię.
– Dziękuje – powiedziała. – Jest naprawdę piękna.
Założyła ją sobie na prawą rękę. Już chwilę później jej matka trzymała ją w objęciach składając życzenia. Na szczęście ona ograniczyła się do kilku słów. Podała jej kremowe pudełko otoczone czerwoną wstążką. W środku znalazła trzy książki, których tematyką nieco się zdziwiła – były to wampiry. Te stworzenia od zawsze ją fascynowały i ciekawiły, jednak matka nigdy nie pochwalała tej pasji. Ale skoro już jej te książki dała, to przecież nie będzie narzekać, prawda?
– Dzięki, mamo. – Amelia pocałowała ją w policzek.
Tata Amelii także do niej podszedł i złożył jej życzenia. Od niego dostała pięćdziesiąt dolarów.
Mama Amelii poszła do kuchni, z której wróciła wraz z tortem i zapalonymi świeczkami.
– Mamo… nie musiałaś tego robić – stwierdziła, przewracając oczami.
– Musiałam, Amelio, musiałam – odpowiedziała jej z uśmiechem na ustach. Amelia nie mogła się pozbyć wrażenia, że pieczenie tortu sprawiło jej matce więcej radości, niż jej samej go otrzymanie.
Zdmuchnęła świeczki za jednym podejściem.
Chciałabym być kimś ważnym, pomyślała.
***
___________
Nie, to nie jest cały pierwszy rozdział. W tym momencie mamy już opublikowane dwa króciutkie fragmenty.
Nie były sprawdzane, więc jestem otwarta na wszelką konstruktywną krytykę.
Może do komentowania zachęci Was to, iż w następny fragmencie pojawi się Dorian. Następny fragment pojawi się na pewno szybciej, jeśli pojawią się komentarze :)
Nie były sprawdzane, więc jestem otwarta na wszelką konstruktywną krytykę.
Może do komentowania zachęci Was to, iż w następny fragmencie pojawi się Dorian. Następny fragment pojawi się na pewno szybciej, jeśli pojawią się komentarze :)